|
„Lędźwioza” to bynajmniej nie termin medyczny – tak terapeuci z kliniki Angitia Med w słowotwórczym natchnieniu nazwali żartobliwie ogół problemów z odcinkiem lędźwiowym. Ból w tym obszarze jest chyba najczęstszą przyczyną wizyt w gabinetach rehabilitacji. Zwykle pacjenci mówią, że cierpią na dyskopatię. Tymczasem okazuje się, że tylko w 12% przypadków to właśnie dyskopatia jest odpowiedzialna za ból kręgosłupa lub bolesne promieniowanie do pośladka czy kończyny dolnej. W rzeczywistości ponad 80% z nas ma dyskopatię, z czego większość nie odczuwa dolegliwości. Dyskopatia jest niemal jak zmarszczki – każdy kręgosłup z wiekiem traci swoją zrównoważoną strukturę i niekoniecznie objawia się to bólem. Co w takim razie „łupie” i „strzyka” w lędźwiach? Terapeuci pracujący modelem FDM, odpowiadają, że są to zaburzenia tkanek miękkich (a więc nie kręgosłupa) na różnych głębokościach. Rozpoznają w tym obszarze zniekształcenia powięzi: taśmę spustową, przepuklinę punktu spustowego (czyli nie przepuklinę dyskową), dystorsję fałd i kontinuum, a także wzmożone napięcie mięśnia biodrowo-lędźwiowego czy, mówiąc obrazowo, „zablokowaną” przeponę. Fizjoterapeuci stosują powięziową terapię manualną FDM i zależnie od tego, jak długo trwają problemy i w jakim stanie jest tkanka, zajmuje to od 2 do 5 wizyt, choć zdarza się, że zaniedbane zmiany wymagają dłuższej pracy. |
![]() |